8 listopada 2016

Power Speech

Zdarzenia przedstawiane w wystąpieniu zmierzają do prezentacji wyjątkowego skoku spadochronowego, którym Polacy ustanowili nieoficjalny rekord świata oraz trzy oficjalne rekordy Europy. Konsekwencją tych wydarzeń były kolejne ekstremalne projekty, jednak ich obraz był już nieodłącznie związany z celem dobroczynnym.

Słuchacz nie jest jednak informowany o tym, co jest ostatecznym celem wystąpienia. Jest do niego wprowadzany poprzez:

  • dwa odbywające się na sali proste eksperymenty psychologiczne z obszaru podejmowania decyzji,DCIM100GOPRO
  • prezentację wybranych zagadnień społecznych w skali mikro i makro,
  • refleksje zlęknionego adepta sportu spadochronowego,
  • wyjaśnienie motywacyjnych mechanizmów psychologicznych, którym podlegają stojące w obliczu ekstremalnych wyzwań zespoły ludzkie.

Uczestnik spotkania poznaje kulisy podejmowania zmieniających się stale decyzji związanych z udziałem w skoku. Widzi rozterki, wątpliwości, zrezygnowanie, obawy oraz paraliżujący lęk, który „nakazuje” wycofanie się z projektu. Autor opisuje swoje wyobrażenia, błędne wnioski, czarnowidztwo, ale również wszystkie korzyści, które stały się największą wartością wyjścia ze strefy komfortu.

Udział w projekcie przyniósł nieoczekiwane niezwykle pozytywne zmiany w sposobie pojmowania swoich własnych zasobów do radzenia sobie z wymaganiami otoczenia, ale również w relacjach z bliskimi oraz środowiskiem zawodowym, społecznym i zadaniowym.

Głównym celem spotkania może być zarówno podniesienie poziomu motywacji do angażowania się w realizację ścieżki osobistego oraz zawodowego rozwoju, ale również świadomość pozytywnego wpływu zaakceptowania własnych słabości, które stają się paliwem potrzebnym do wyjścia ze strefy komfortu ku zmianom tak bardzo charakterystycznym dzisiejszej pogoni życia.

Korzyści te można zobrazować w czterech obszarach:1524239_750694798299631_5030734059992571600_o

OSOBISTE – autodiagnoza postawy przyjmowanej w sytuacji funkcjonowania społecznego dokonana na tle obserwacji siebie samego – „czy to, czego się boję rzeczywiście jest straszne?”. Rozpoznanie potrzeby angażowania własnych zasobów psychologicznych do realizacji rozwoju osobistego.

ZAWODOWE – poznanie nieświadomych mechanizmów grupowych wpływających na procesy podejmowania decyzji w sytuacjach zawodowych i osobistych.

ZESPOŁOWE – Możliwość dokonania refleksji w obszarze własnej postawy w sytuacjach, 1. Mój wpływ na innych – mój udział w decyzjach o pokonywaniu barier, 2. Wpływ innych na mnie – wpływ na podejmowane przeze mnie decyzje.

PROGRAMOWE – podniesienie poziomu motywacji do realizacji ścieżki rozwoju zawodowego i osobistego poprzez pokonywanie wyobrażeń dotyczących przyszłych potencjalnych trudności. Utworzenie zbioru metafor, które staną się „kotwicami” do pracy w kolejnych etapach ścieżki planu rozwojowego.

Historia skoku oraz przebieg całego projektu, a tym samym bardzo mocno i analitycznie rozszerzona treść wystąpienia, znalazły swój dokładny opis w książce „Historia tysiąca lęków”.

historia-tysiaca-lekow-ebook-tomasz-kozlowski

Jest to spojrzenie z perspektywy człowieka, który boi się konsekwencji ekstremalnych aktywności, ale pomimo szeregu wątpliwości przekracza granicę lęku, wyobrażeń i ciążących na nim oczekiwań otoczenia i pokonując samego siebie przekracza niewidzialną granicę zmiany.

Wnioski czytelnika ukierunkowane są na dwie główne refleksje: po pierwsze – każdy zwykły człowiek może wziąć udział w najbardziej ekstremalnych aktywnościach, nie trzeba być do tego nadczłowiekiem, a po drugie – nie ma możliwości doświadczenia poczucia bycia spełnionym, jeżeli nie pokona się samego siebie.

 

 

NIEOCZEKIWANE KONSEKWENCJE WYCHODZENIA ZE STREFY KOMFORTU

„Darek otworzył zawór ognia i wprowadził do wnętrza balonu ogromny pięciometrowy szeroki płomień. Gorąco aż uderzyło mnie po policzkach. Siadłem o jeden stopień niżej. Cała ogromna konstrukcja uniosła się kilka centymetrów nad ziemię i zablokowana ostatnią taśmą, próbowała się z niej wyswobodzić. Wszystko wyraźnie drżało. Darek wychylił się mocno na zewnątrz i złapał oburącz metalowy łącznik. Uderzył w niego mocno dwa razy, podciągnął jedyny luźno zwisający fragment taśmy, szarpnął energicznie i nagle wszystko się rozłączyło. Ludzie wokół podskoczyli, machając rękami i pokrzykując.

Balon z impetem ruszył w górę, a ja znów poczułem przeszywający mnie piorunujący impuls. Nie był on jednak tak bardzo dotkliwy i bolesny jak poprzednie. Było w nim coś pozytywnego, coś wręcz lekko ogrzewającego, coś zupełnie innego, niż sobie przez te długie miesiące wyobrażałem. Pozostawał jednak wciąż dziwnie groźny.

Nagle poczułem wyraźną zmianę. Miałem wrażenie, że mój umysł oczyszcza się i zostaje już tylko to, co dzieje się tu i teraz. Myślałem o wszystkim jakoś płynniej, łagodniej i spokojniej. Myślałem też oczywiście o śmierci oraz o tym, że stający w jej obliczu człowiek mimowolnie zderza się w swojej świadomości z przelatującymi z ogromną prędkością ważnymi wydarzeniami umykającego mu właśnie życia. Co ciekawe i bolesne zarazem – bez względu na to, czy życie to jest w danej chwili obiektywnie zagrożone i rzeczywiście niknie, czy jest to jedynie wytwór przesiąkniętej lękiem wyobraźni, i tak przed oczyma nieszczęśnika pojawia się odrysowana w zakamarkach pamięci przeszłość wyświetlana mnóstwem slajdów. Pojawiają się ważne sceny, ważne chwile, ważne wydarzenia, osoby i obrazy. W ostrym fleszu wracają ilustracje kluczowych etapów życia.

Taką właśnie błyskawiczną ekranizacją rozpoczęła się ostatnia godzina mojej czterdziestopięcioletniej podróży przez życie. Ostatni jego etap, w który wyruszyłem 3 grudnia 2014 roku dziewięć minut przed południem, a który miałem spędzić w wiklinowym koszu podwieszonym pod ogromnym czterdziestometrowym balonem zmierzającym w ciszy do stratosfery.

Wiedziałem, że ten moment jest czymś niezwykle ważnym dla całej mojej ewentualnej przyszłości”

 

W wieku 38 chcąc spełnić dziecięce marzenie rozpocząłem kurs spadochronowy AFF. Po ukończeniu kursu zaplanowałem skoczyć 12 razy. Jednak wessał mnie ten sport jak większość ludzi, którzy tego zasmakują. Dzieliłem życie pomiędzy pracę, rodzinę i powietrze. Kilkaset skoków później zacząłem skakać jako kamerzysta spadochronowy filmujący pary tandemowe.

W 2012 r. dostałem propozycję udział w nietypowym projekcie, którego zwieńczeniem miał być wysoki skok 3-osobowej formacji z balonu na ogrzane powietrze. Dwa lata przygotowań przepełnione były tysiącami wątpliwości, lęków, czarnych myśli i pesymistycznych przewidywań. Tuż po samym skoku, którym ustanowiliśmy dwa oficjalne rekordy Europy (wysokości 10.714 m, i dystansu swobodnego spadania 9.364 m) miałem niezwykłą rozmowę z jedynym polskim astronautą Generałem Mirosławem Hermaszewskim. Powiedział mi wtedy: „Jak wróciłem z kosmosu, to natychmiast zapisałem sobie to, co wtedy czułem. Zrób to samo natychmiast po powrocie do domu, bo jutro to wszystko uleci, jutro obraz tego będzie już inny”. Tak właśnie zrobiłem, zapisałem nieco ponad dwie strony. Miesiąc później napisałem kolejne dwie strony, i następne, i jeszcze kilka, i tak w pół roku powstała książka „Historia tysiąca lęków”, której tłem jest nasz skok ze stratosfery lecz jej główną treścią opisywanie wewnętrznych zmagań z samym sobą w trakcie wychodzenie poza tzw. strefę komfortu. Byłem przekonany, że książka porośnie mchem w jakiejś wilgotnej piwnicy. Tak się jednak nie stało. Otrzymałem od czytelników ponad 1500 listów z podziękowaniami za prawdę oraz pokazanie tego, że boję się dokładnie tak samo, jak każdy inny człowiek. Moja książka, choć sądziłem, że będzie literaturą faktu, stała się inspiracyjną historią, a moja praca z psychologa zajmującego się traumą, zmieniła się w mowy motywacyjne, którymi zachęcam ludzi do pokonywania siebie i wykorzystywaniu własnych lęków jako drogowskazów do sukcesu i spełnienia. To jednak nie był koniec. Pociągnęło to za sobą dalsze, bardziej świadome konsekwencje.

Dwa lata później postanowiłem, że kiedy będę kończył 50 lat, wykonam 50 skoków jednego dnia. Był koniec listopada, miałem wtedy 47 lat. Nagle naszła mnie refleksja: „Namawiasz ludzi do życia tu i teraz, mówisz im o chwytaniu chwili i wychodzeniu ze strefy komfortu, a chcesz czekać 3 lata, żeby realizować swoje własne marzenia”. Wtedy postanowiłem, że zaczynam trenować, a latem skoczę 48 razy w 48 roku życia z tą jednak różnicą, że każdy skok będzie zadedykowany jakiejś potrzebującej osobie, która cierpi na np. guza mózgu, ma raka, złamany kręgosłup, bądź cierpi na inną dramatyczną chorobę. Podczas skoków udało mi się zebrać 200.000 zł dla tych osób. To było fantastyczne zwieńczenie 8 miesięcy przygotowań bo, jak później zrozumiałem, nie tylko o pieniądze tu chodziło, a o 48 osób, które wiedziały, że ktoś o nich myśli.

27 sierpnia 2018 r. wykonałem 100 skoków jednego dnia, żeby zebrać pieniądze na zakup 100 specjalistycznych wózków inwalidzkich dla dzieci, które nie nigdy nie będą mogły dzielić podobnej do naszej pasji. Ostatecznie udało się zebrać ponad 530 tys. zł, czyli prawie 100 tys. więcej, niż było potrzeba, dzięki czemu pomożemy znacznie większej liczbie dzieci.

Tak, skoki spadochronowe zmieniły moje życie, ale jeszcze ważniejsze jest to, że my uprawiając ten niesamowity sport możemy zmieniać życie innych ludzi.